Poczuła jak do jej świadomości dochodzi pewien zapach. Był słodki niemal drażnił swoją intensywnością. Rozbudziła się, przeciągając w satynowej pościeli. Szum wody spadającej z wodospadu zdawał się być coraz głośniejszy, a dotyk wiatru na nagiej skórze przyjemnie koił poranne promienie.
- Atiön, Pani – usłyszała obok męski głos – Śniadanie jest gotowe.
Przez chwilę zdawało jej się, że leży w swojej komnacie w Niebiańskiej Twierdzy. Jednak emocje związane z wczorajszą nocą były zbyt świeże. Niemal natychmiast zerwała się z łoża chwytając za pościel. Przycisnęła ja do nagich piersi szukając wzrokiem właściciela głosu.
Nagle zorientowała się, że łoże nie było już zupełnie odsłonięte na niedoszłym pałacowym placu. Wokół pojawiły się zwiewne białe zasłony powiewające na wietrze. Za nimi zaś widziała cień mężczyzny. Uspokoiła się po czym zsunęła nogi na ziemię.
- Dziękuję – odpowiedziała niepewnie – Zaraz przyjdę.
Gdy tylko odpowiedziała cień cofał się kłaniając się lekko i szybko. Zeszła z łoża szukając swoich rzeczy. Berło dalej leżało obok, ale skrawki tego co zostało z jej zbroi trudno było nazwać zbroja. Zastanowiła się nie wiedząc co ma teraz zrobić. Solas zniknął co nie specjalnie ja zdziwiło. Nie chciała jednak o tym teraz myśleć. Po chwili jej uwagę przykuło ozdobne krzesło, na którym widniały złożone ciuchy. Podeszła do nich chwytając do rąk długa, bogato zdobną suknie. Solas wiedział jednak, że nie będzie zadowolona tylko z tego. Elfickie części naramienników i napierśnika leżały obok. Uśmiechnęła się, muskając palcem zdobienia w kształcie wilka.
Gdy tylko była gotowa do wyjścia spojrzała w lustro. Smukłe ciało i twarz elfki odziane w dwa światy. Wojownika i arystokratki. Zmieniły się tylko jej włosy. Niegdyś krótkie by nie przeszkadzały w walce, a teraz długie złote pasma powiewały lekko na wietrze. Gdzieś w duszy chciała odrzucić przeszłe życie, obwiniała je. Gdyby tylko nie była Inkwizytorką mogłaby przyłączyć się do Solasa, bez poczucia winy po obu stronach. Nawet teraz wiedziała, że nie zmieni zdania. Zarzuciła włosami odwaracajac się napięcie i odsunął dłonią kołyszące baldachimy.
Tuż za nimi ukazał jej się niezwykle piękny widok. Nocny pejzaż, który widziała wczoraj odsłonił jeszcze więcej piękna za dnia. Ruiny zamku choć dobrze zachowane znajdowały się na wzgórzu otoczone wodospadami. Leśne polany otaczały je niczym labirynt. Dopiero po chwili skojarzyła ten krajobraz z czymś co widziała już w przeszłości. To miejsce było niezwykle podobne do tego, w którym po raz ostatni widziała się z Solasem po dwóch latach od pokonania Koryfeusza.
Humor wyraźnie ja opuścił. Tamtego dnia poczuła tyle bólu, że przez wiele miesięcy nie mogła się pogodzić z tym co ja spotkało. Rozerwane serce nie leczy się szybko.
Podeszła do długiego stołu, u skrajów którego podstawione były dwa krzesła. Śniadanie składało się z pieczywa o słodkiej woni i owoców. Była sama. Sługa, który pojawił się po przebudzeniu zniknął i nie czekał na jej przybycie. Cieszyła się z tego, bo nie mogła ukryć tego kim była. Zarówno dla niej jak i dla Solasa mogło to oznaczać kłopoty. Usiadła przy stole zaczynając jeść. Nie mogła się powstrzymać bo od wielu dni błądziła po puszczy Pustki. Głód dawał o sobie znać. W pewnym momencie poczuła jak obraz zawirował jej przed oczami otępiając umysł.
- Co się...
Upuściła kawałek jabłka, który potoczył się z echem po ziemi. Podtrzymała głowę ręką starając się powrócić do normalności. Schowała palce między włosami doszukując się przyczyny bólu i otępienia. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że rany które Solas i tak dobrze podleczył nie zniknęły w pełni. Użyła magii lodu by uśmierzyć ból. Uspokoiwszy pusty żołądek bodźce drugorzędne jakimi były rany po walce zaczynały o sobie przypominać. Była obolała. Podniosła głowę i dopiero teraz zobaczyła, że stał tuż obok niej marszcząc brwi.
- To nic – powiedziała niemal natychmiast – Zaraz mi przejdzie.
- W ostatniej walce wyczerpałaś resztki swojej magii, tym samym osłabiłaś ciało – odparł nie kryjąc troski – Doznałaś poważnych obrażeń a wyczerpanie było najmniejszym z nich.
Nie odezwała się. Odwróciła wzrok unikając jego bystrego spojrzenia. Emocje, które wczoraj znalazły ujście teraz kotłowały się w niej niczym w młódce ledwie oderwanej od trawy. Troska, którą jej oferował tak samo jak wczorajsza noc były tylko chwilą.
- Vhenan – dotknął kosmyka jej włosów przykładając go do ust.
Na ten gest odważyła się spojrzeć mu w oczy. Nie mogła dłużej bawić się w kotka i myszkę. Ta gra była zbyt ważna by ignorować jej zasady.
- Co teraz Solas? Co zamierzasz zrobić?
- Moje plany były i są takie same. Zamierzam toczyć tą wojnę nie ważne jakim kosztem. Choroba, która toczy ten świat trzeba wyplemić. Nasza rasa już dość wycierpiała przez ludzi. Musisz mnie zrozumieć, to o co walczę od tyłu setek lat poniosło za sobą wiele ofiar. Nie odstąpię nawet jeśli oznacza to stratę Ciebie.
Poderwała się nagle do góry a krzesło pod siłą jej ruchu upadło na ziemię. Solas ani drgnął.
- Stratę? – warknęła – Jaka stratę Solas? Od kilku miesięcy przeczesuje Pustke, próbując Cie znaleźć. Chciałam do Ciebie dołączyć już wtedy, nawet kiedy ukrywałeś prawdę. Ja jestem w stanie porzucić to życie...byleby tylko móc znów być blisko.
Łzy zebrały się do jej oczu a policzki pod wpływem emocji zaczerwieniły się lekko.
- Dlaczego to wciąż dla ciebie za mało? – wyszeptała.
Stali w ciszy nie zdobywając się na ani jedno słowo więcej.
- Pragnę Cie. Pragnę twojego serca, inteligencji, uroku. Zostałem Straszliwym Wilkiem przez wzgląd na ambicje i chciwość, która mną kieruje.
- Zostałeś Straszliwym Wilkiem bo nie dopuszczasz do siebie nikogo. Ani do siebie ani do swoich myśli – skwitowała.
Dotknęła jego twarzy muskając palcem blade lico.
- Cieszę się, że mogłam Cie zobaczyć. Czy tego chcesz czy nie, wyryłeś swoje imię w mojej duszy. Nie potrafię zapomnieć. Myślałam, że może jednak coś się zmieni. Spojrzę Ci w oczy i choć na chwilę zobaczę w nich nasza przyszłość. Jednak w twoim świecie jest zbyt ciasno bym mogła w nim zaistnieć.
- Już istniejesz – wyszeptał, kładąc głowę na jej ramieniu – Gdybym znał magię, które mogłaby pozwolić nam się spotkać w innym świecie...
Objęła go czule.
- Magia nie jest w stanie naprawić wszystkiego – westchnęła smutno - Jeszcze dziś odejdę do Inkwizycji, do Niebiańskiej Twierdzy. Przestanę Cie szukać.
- Czy będę mógł Cie odwiedzać? – zapytał nie odsuwając twarzy z jej ramienia.
Nie wiedziała dlaczego, po prostu poczuła jednoczesną chęć płaczu i radości. Nawet jeśli teraz próbowała odcinać łączące ich więzy, pozbawić się nadziei to było niemożliwe. Żadne z nich nie chciało uciąć ostatniej nici, która ich łączyła. On też to wiedział.
Wielki Straszliwy Wilk nie potrafił ponownie wypowiedzieć tych słów - Żegnaj.
Podniósł głowę całując jej szyję. Każdy następny pocałunek kierował się w stronę jej ust i nierównego oddechu. Nie zamierzał żegnać się grzecznie. Zupełnie jak kiedyś we śnie pragnął jej ust pewnie i zdobywczo.
Trafiwszy na usta otworzył jej wargi językiem smakując ją niczym smakosz. Rozpalił w niej ogień, który ponownie ogarnął jej ciało. Użyła mocy telepatycznej dotykając jego twarzy dłońmi. Wraz z pocałunkiem ujawniła mu wszystkie uczucia, które odczuwała. Wlewały się w niego napędzając tylko jego błądzące po jej ciele ręce. Nie był jej dłużny. Niemal natychmiast do jej umysłu wlały się pożądanie, troska, przywiązanie, które czul Solas. Nie mogła mu się oprzeć, nie po tym co czuła teraz że zdwojoną siłą. On też to wiedział.
Po chwili odsunął się od jęk ust przykładając czoło do jej własnego.
- Do zobaczenia, Vhenan
Portal, który za nią towarzyszył byl niemal niewyczuwalny. Naparł na nią ciałem podchodząc do niego. Jednym gestem posłał ją w wir portalu trzymając do ostatniej chwili za dłoń.
Upadła na łóżko w swojej komnacie, ale jej wzrok wciąż wpatrywał się w znikający portal. Tym razem Solas nie odwrócił się. Patrzył na nią głęboko a jego dłoń wciąż była wyciągnięta ku jej własnej.
Nim zniknął zupełnie oblizał z łobuzerskim uśmiechem wargi. Zamknęła oczy, uśmiechając się szeroko.
- To było zupełnie nie w twoim stylu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz