sobota, 21 sierpnia 2021

Rozdział III

- Inkwizytorko, oto dokumenty przysłane z Zaziemia. Tamtejsze wioski opanowane przez bandytów zostały odbite. Wśród poległych znalazł się elfi wojownik, a w jego torbie znaleziono dokument potwierdzający nasze przypuszczenia. 
- Leliano, udało Ci się go wytropić? Skoro znajdował się tam jego wojownik to znaczy, że ostatnie doniesienia były prawdziwe – powiedziała z entuzjazmem Josephine – Twoi agenci się spisali. Władcy przestaną ciągle nas potępiać za brak efektów naszej pracy.
W sali narad jak zawsze wrzało od głośnych rozmów i dysput, które niczym echo dudniły jej w głowie. Trudno było skupić się na każdej informacji, ale pewne było to, że poszlaki prowadziły do Solasa. 
- Przygotuje więcej wojska – powiedział zdecydowanie Cullen – Po ostatnich potyczkach na granicy mamy osłabione siły, ale chłopi chcą przyłączyć się do sprawy. Zrobiłaś ogromne wrażenie Inkwizytorko. Wiele pokoleń ludzi nie zapomniało tego co zrobiłaś. 
Zerknęła na jego dumną twarz, w której podekscytowanie i radość z najnowszych informacji dodawało mu motywacji. Liliana jako jedyna przyglądała się uważnie i jak zawsze doszukiwała się wszystkich nieprawidłowości. Josephine przeglądała dokumenty podpisując je swoim pięknym kaligraficznym pismem. Trudno było nadążyć co się na nich znajdywało. Inkwizytorka nabrała głęboko powietrza, mając powoli dość wielogodzinnej narady.
- To wspaniale wieści - powiedziała wstając z tronu – Od kilku tygodni władca Thedas czekał na informację i postępy. Skoro nie rozwiązaliśmy Inkwizycji nasza praca wciąż ma sens. Opieka Boskiej Kasandry jest nam w tej sytuacji bardzo na rękę. Słyszałam, że wstrzymuje zapędy władców do rozpoczęcia nowej wojny, tylko tym razem z nami. 
Josephine przytaknęła niemo. 
- Nie możemy bagatelizować zagrożenia jakim jest Solas. Przykro mi Pani, ale mimo jego wkładu w pokonanie Koryfeusza był on zapalnikiem do całej tej wojny. Dowiedzieliśmy się o mocy, którą mu przekazał. Wieści dotarły już do informatorów władców – powiedziała Liliana, nie tracąc obojętnego wyrazu głosu. 
- Tak, wiem.
Wszyscy zebrani nadstawili uszu czekając na jej dalsze rozkazy. Wiedzieli bowiem o jej relacji z Solasem i wątpili w jej pełne oddanie sprawie. Poza przyjaźnią byli żołnierzami i to ten obowiązek spełniali jako pierwszy. Liczyła się tylko wygrana i to najbardziej rozdzierało jej serce. Spojrzała na mapy chcąc uniknąć oceniających są spojrzeń. Przemyślenia przerwał jej jednak krasnoludzki kompan.
- Inkwizytorko – podjął nieśmiało Varric siedzący z tyłu - Muszę niestety powiadomić Cie o tym co krąży z ust do ust po mieście. Zdaję się, że większości nie podoba się, że Delijka ma przewodzić armii przeciwko innym elfom. Jest to jakby powiedzieć...spory problem do zażegnania. 
 Napięcie, które można było wyczuć w powietrzu było niemal duszące. Wiedziała o pogłoskach, które miały na celu obalić ją ze stanowiska. Nawet po wygranej wojnie wciąż pozostawała elfką. 
- Dziękuję Varric – odparła – Słyszałam te plotki. 
- To oburzające! – parsknęła Josephine- Poświęciłaś tak wiele dla sprawy wielu ras a wciąż ograniczają myślenie do tego kto ma jakie uszy. Wybacz Pani, ale to po prostu nie sprawiedliwe. 
Szczera reakcja dyplomatki wlała trochą radości do serca dziewczyny. Wiedziała, że mogła na nich liczyć. Mimo to była w bardzo złym położeniu. Jeśli morale upadną, upadnie inkwizycja. 
- Powiem Wam jakie będą dalsze rozkazy – powiedziała stanowczo – Cullen zwerbuj jak najwięcej ludzi i wytrenuj ich do walki z magami, bo to będzie główna siłą Solasa. Musimy postawić na obronę i wytrzymałość. 
Cullen ukłonił się lekko przyjąwszy rozkaz. 
- Nie możemy pozwolić sobie na słabe bronie i zbroje. Siłą, która dysponuje Solas jest ogromna. Zarówno wojsko jak i wyposażenie mają na mistrzowskim poziomie. Varric poślij po najlepszych zbrojmistrzów i najlepsze materiały do wykuwania. Osłony, które pozyskamy z kryształów bardzo nam pomogą.
- Aye, możesz na mnie liczyć – uśmiechnął się, pochylając głowę. 
- Liliano, Josephine liczę na Wasza dalszą pracę. Musimy umocnić nasz status zbrojnej organizacji pod wodzą całego Thedas. Musimy jednak uważać by nie doprowadzić do zamieszek i niepokoju. Mamy poszlakę, wie posunęliśmy się znacząco naprzód w kwestii informacji na jego temat. Wiem, że to dopiero początek, ale potrafimy lepiej odnajdywać poszlaki. Musimy być cierpliwi i nie ustępować. 
- Pani, co zamierzasz względem plotek – zapytała Liliana – Wojsko może sprawić problemy jeśli nie wymyślimy jak temu zaradzić.
Inkwizytorka przytaknęła zerkając na twarze towarzyszy. 
- Pójdę na linie frontu – powiedziała twardo i pewnie – To jedyna szansa na pokazanie, że moja rasa nie ma nic wspólnego z tą wojną. Jestem inkwizytorką i zamierzam walczyć. To jedyne wyjście. Jeśli umrę Inkwizycja i jej przekonania przetrwają. 
Nikt nie odważył się zaprzeczyć ani nie podał innego pomysłu. Liliana przytaknęła zgadzając się na tą strategie. Po chwili do rozmowy włączyła się Merrigan stojąca z boku. 
- Jeśli mogę spytać – zaczęła – Czułam w ostatnim czasie potężne dawki energii wydobywające się z Twojej komnaty Pani. Portale, przez które przechodziłaś prowadziły do Pustki? 
Niemal natychmiast poczuła na sobie baczne spojrzenia wszystkich zgromadzonych. Przeklęta Morrigan zawsze wpychała nos w nie swoje sprawy. 
- Tak, to jakiś problem? – zapytała ironicznie – Myślałam że nie potrzebuje nadzoru głównej zaklinaczki Inkwizycji. Próbuje go znaleźć również na własną rękę, byłam w Pustce częściej niż większość z Was i reaguje na nią lepiej. Potrafię w niej przebywać kilka dni nie tracąc energii. Choć nie posiadam kotwicy, część jej magii na stałe we mnie wrosła.  Mam się z czegoś jeszcze tłumaczyć? 
Nie kryła jadu w ostatnich słowach. Po tym wszystkim wzbudzanie podejrzeń wyprawami do Pustki było jak cios w plecy. 
- Nie – odparła lekko Morrgian – Wiem już wszystko. 
Inkwizytorka wbiła gwałtownie nóż w stół.
- W takim razie do działań. O wszelkich sukcesach Was powiadomię jak najszybciej. Proszę Was o to samo. Koniec narady.
Wszyscy opuścili salę rozmawiając o dalszych planach i rozkazach. Jedyną osobą, u której słychać było optymizm i chęć napitki był oczywiście Varric. Choć był specyficzny musiała przyznać, że tego właśnie teraz potrzebowała. Szło się udusić od powagi i napięcia wśród reszty uczestników. 
Gdy tylko drzwi się zamknęły a echo od trzasku powoli zanikało wśród ścian, odetchnęła głęboko. 
- Kolejna wojna – westchnęła ciężko – Po co to wszystko, skończę jako Delijka, której i tak nie można zaufać. Nie ważne co zrobię i poświęcę ludzie i tak pozostaną ludźmi.
Mówiąc to zamyśliła się na moment. Mimo wszystko wcale tak nie myślała. Od wielu lat walczy w niej nadzieja na zmianę wśród niedowiarków. Musi tylko bardziej się postarać. Łapała się na tym, że jej opinia na temat ludzi zaczyna za bardzo przypominać słowa Solasa. Jednak ona nie potrafiła ich skreślić. Chciała walczyć o swoje przekonania. 
Musi jechać na front. 
Ta myśl sprawiła, że poczuła nieprzyjemny dreszcz. Na froncie zwykle się ginie, a jak przeżyjesz to naginasz szczęście jeszcze bardziej. Nie miała wyboru. Siedząc w Twierdzy tylko upewniała swoich wrogów o jej bierności względem wojny. Muszą zobaczyć ją na polu bitwy. 
Skierowała się do swojej komnaty. Cieszyła się, że była najbardziej odległym pomieszczeniem od reszty zamku. Zmarkotniała przypomniawszy sobie komentarz Merrigan. 
- Jak zwykle trzeba na nią uważać – warknęła. 
Mijając swoje biuro zauważyła, że leży na nim koperta. Znaki jasno mówiły o Qunarijskich literach. Po wydarzeniach z Żelaznym bykiem i atakami wojska Qunari na królestwo byliśmy stanie wojny. Ataki z ich strony nie ustały. Otworzyła kopertę i przeczytała chaotyczny list. 
- Cholera, jeszcze tego brakowało.
Zerwała się i pobiegła w stronę dziedzińca. Zaciśnięty w dłoni list miotał się w szybkim biegu. Skręciła do komnaty, w której pracowała Josephine. Jej skupienie nawet w tej sytuacji nie zachwiało jej pióra. 
- Josephine Qunari atakują nasze wojska w górach smoczych! Dlaczego nie poruszyłaś tego tematu na naradzie – Trzeba tam iść, stracimy wielu żołnierzy przez ich wojowników. 
Ciemnoskóra szatynka spojrzała na nią w lekkim szoku. 
- Pani, o czym Ty mówisz? – wyjąkała- Nic o tym nie wiem, Liliana również nic nie wspominała. 
- Jak to, przecież ten dokument leżał w mojej komnacie. Tylko Wy macie do niej wstęp. 
Josephine wyciągnęła rękę po list, po czym zatopiła w nim spojrzenie lustrując każda literkę. 
- To bardzo podejrzane. Nie wiemy, kto mógł przysłać Ci ten list, ale tak dokładne dane wiemy tylko my. Nikt spoza zamku nie mógłby wiedzieć , gdzie konkretnie stacjonuje ten oddział. To może być pułapka.
Inkwizytorka nie mogła ukryć zdenerwowania. Jeśli list był prawdziwy mogli mieć poważne kłopoty. Wschodnia granica jest ich głównym transportem surowców. Nie mogli stracić do niej dojścia. 
- Wezwijcie Cullena – rozkazała strażnikom, po czym zwróciła się do towarzyszki – Muszę tam pójść i to sprawdzić. Wezmę paru ludzi ze sobą, a wy zostaniecie tutaj i przypilnujecie reszty spraw. 
- Pani uważaj proszę, Qunari to potężny wróg.
- Dziękuję Josephine – odpowiedziała jej miłym uśmiechem – Zapisz to proszę w raporcie i powiadom wszystkich dowódców. Okazuje się, że Solas to nasze nie jedyne zmartwienie. 

piątek, 20 sierpnia 2021

Rozdział II

Poczuła jak do jej świadomości dochodzi pewien zapach. Był słodki niemal drażnił swoją intensywnością. Rozbudziła się, przeciągając w satynowej pościeli. Szum wody spadającej z wodospadu zdawał się być coraz głośniejszy, a dotyk wiatru na nagiej skórze przyjemnie koił poranne promienie. 
- Atiön, Pani – usłyszała obok męski głos – Śniadanie jest gotowe.
Przez chwilę zdawało jej się, że leży w swojej komnacie w Niebiańskiej Twierdzy. Jednak emocje związane z wczorajszą nocą były zbyt świeże. Niemal natychmiast zerwała się z łoża chwytając za pościel. Przycisnęła ja do nagich piersi szukając wzrokiem właściciela głosu. 
Nagle zorientowała się, że łoże nie było już zupełnie odsłonięte na niedoszłym pałacowym placu. Wokół pojawiły się zwiewne białe zasłony powiewające na wietrze. Za nimi zaś widziała cień mężczyzny. Uspokoiła się po czym zsunęła nogi na ziemię. 
- Dziękuję – odpowiedziała niepewnie – Zaraz przyjdę. 
Gdy tylko odpowiedziała cień cofał się kłaniając się lekko i szybko. Zeszła z łoża szukając swoich rzeczy. Berło dalej leżało obok, ale skrawki tego co zostało z jej zbroi trudno było nazwać zbroja. Zastanowiła się nie wiedząc co ma teraz zrobić. Solas zniknął co nie specjalnie ja zdziwiło. Nie chciała jednak o tym teraz myśleć. Po chwili jej uwagę przykuło ozdobne krzesło, na którym widniały złożone ciuchy. Podeszła do nich chwytając do rąk długa, bogato zdobną suknie. Solas wiedział jednak, że nie będzie zadowolona tylko z tego. Elfickie części naramienników i napierśnika leżały obok. Uśmiechnęła się, muskając palcem zdobienia w kształcie wilka. 
Gdy tylko była gotowa do wyjścia spojrzała w lustro. Smukłe ciało i twarz elfki odziane w dwa światy. Wojownika i arystokratki. Zmieniły się tylko jej włosy. Niegdyś krótkie by nie przeszkadzały w walce, a teraz długie złote pasma powiewały lekko na wietrze. Gdzieś w duszy chciała odrzucić przeszłe życie, obwiniała je. Gdyby tylko nie była Inkwizytorką mogłaby przyłączyć się do Solasa, bez poczucia winy po obu stronach. Nawet teraz wiedziała, że nie zmieni zdania. Zarzuciła włosami odwaracajac się napięcie i odsunął dłonią kołyszące baldachimy. 
Tuż za nimi ukazał jej się niezwykle piękny widok. Nocny pejzaż, który widziała wczoraj odsłonił jeszcze więcej piękna za dnia. Ruiny zamku choć dobrze zachowane znajdowały się na wzgórzu otoczone wodospadami. Leśne polany otaczały je niczym labirynt. Dopiero po chwili skojarzyła ten krajobraz z czymś co widziała już w przeszłości. To miejsce było niezwykle podobne do tego, w którym po raz ostatni widziała się z Solasem po dwóch latach od pokonania Koryfeusza. 
Humor wyraźnie ja opuścił. Tamtego dnia poczuła tyle bólu, że przez wiele miesięcy nie mogła się pogodzić z tym co ja spotkało. Rozerwane serce nie leczy się szybko.
Podeszła do długiego stołu, u skrajów którego podstawione były dwa krzesła. Śniadanie składało się z pieczywa o słodkiej woni i owoców. Była sama. Sługa, który pojawił się po przebudzeniu zniknął i nie czekał na jej przybycie. Cieszyła się z tego, bo nie mogła ukryć tego kim była. Zarówno dla niej jak i dla Solasa mogło to oznaczać kłopoty. Usiadła przy stole zaczynając jeść. Nie mogła się powstrzymać bo od wielu dni błądziła po puszczy Pustki. Głód dawał o sobie znać. W pewnym momencie poczuła jak obraz zawirował jej przed oczami otępiając umysł.  
- Co się...
Upuściła kawałek jabłka, który potoczył się z echem po ziemi. Podtrzymała głowę ręką starając się powrócić do normalności. Schowała palce między włosami doszukując się przyczyny bólu i otępienia. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że rany które Solas i tak dobrze podleczył nie zniknęły w pełni. Użyła magii lodu by uśmierzyć ból. Uspokoiwszy pusty żołądek bodźce drugorzędne jakimi były rany po walce zaczynały o sobie przypominać. Była obolała. Podniosła głowę i dopiero teraz zobaczyła, że stał tuż obok niej marszcząc brwi.
- To nic – powiedziała niemal natychmiast – Zaraz mi przejdzie. 
- W ostatniej walce wyczerpałaś resztki swojej magii, tym samym osłabiłaś ciało – odparł nie kryjąc troski – Doznałaś poważnych obrażeń a wyczerpanie było najmniejszym z nich. 
Nie odezwała się. Odwróciła wzrok unikając jego bystrego spojrzenia. Emocje, które wczoraj znalazły ujście teraz kotłowały się w niej niczym w młódce ledwie oderwanej od trawy. Troska, którą jej oferował tak samo jak wczorajsza noc były tylko chwilą.
- Vhenan – dotknął kosmyka jej włosów przykładając go do ust. 
Na ten gest odważyła się spojrzeć mu w oczy. Nie mogła dłużej bawić się w kotka i myszkę. Ta gra była zbyt ważna by ignorować jej zasady. 
- Co teraz Solas? Co zamierzasz zrobić? 
- Moje plany były i są takie same. Zamierzam toczyć tą wojnę nie ważne jakim kosztem. Choroba, która toczy ten świat trzeba wyplemić. Nasza rasa już dość wycierpiała przez ludzi. Musisz mnie zrozumieć, to o co walczę od tyłu setek lat poniosło za sobą wiele ofiar. Nie odstąpię nawet jeśli oznacza to stratę Ciebie.
Poderwała się nagle do góry a krzesło pod siłą jej ruchu upadło na ziemię.  Solas ani drgnął. 
- Stratę? – warknęła – Jaka stratę Solas? Od kilku miesięcy  przeczesuje Pustke, próbując Cie  znaleźć. Chciałam do Ciebie dołączyć już wtedy, nawet kiedy ukrywałeś prawdę. Ja jestem w stanie porzucić to życie...byleby tylko móc znów być blisko. 
Łzy zebrały się do jej oczu a policzki pod wpływem emocji zaczerwieniły się lekko. 
- Dlaczego to wciąż dla ciebie za mało? – wyszeptała. 
Stali w ciszy nie zdobywając się na ani jedno słowo więcej. 
- Pragnę Cie. Pragnę twojego serca, inteligencji, uroku. Zostałem Straszliwym Wilkiem przez wzgląd na ambicje i chciwość, która mną kieruje. 
- Zostałeś Straszliwym Wilkiem bo nie dopuszczasz do siebie nikogo. Ani do siebie ani do swoich myśli – skwitowała. 
Dotknęła jego twarzy muskając palcem blade lico. 
- Cieszę się, że mogłam Cie zobaczyć. Czy tego chcesz czy nie, wyryłeś swoje imię w mojej duszy. Nie potrafię zapomnieć. Myślałam, że może jednak coś się zmieni. Spojrzę Ci w oczy i choć na chwilę zobaczę w nich nasza przyszłość. Jednak w twoim świecie jest zbyt ciasno bym mogła w nim zaistnieć. 
- Już istniejesz – wyszeptał, kładąc głowę na jej ramieniu – Gdybym znał magię, które mogłaby pozwolić nam się spotkać w innym świecie...
Objęła go czule. 
- Magia nie jest w stanie naprawić wszystkiego – westchnęła smutno - Jeszcze dziś odejdę do Inkwizycji, do Niebiańskiej Twierdzy. Przestanę Cie szukać. 
- Czy będę mógł Cie odwiedzać? – zapytał nie odsuwając twarzy z jej ramienia. 
Nie wiedziała dlaczego, po prostu poczuła jednoczesną chęć płaczu i radości. Nawet jeśli teraz próbowała odcinać łączące ich więzy, pozbawić się nadziei to było niemożliwe. Żadne z nich nie chciało uciąć ostatniej nici, która ich łączyła. On też to wiedział. 
Wielki Straszliwy Wilk nie potrafił ponownie wypowiedzieć tych słów -  Żegnaj. 
Podniósł głowę całując jej szyję. Każdy następny pocałunek kierował się w stronę jej ust i nierównego oddechu. Nie zamierzał żegnać się grzecznie. Zupełnie jak kiedyś we śnie pragnął jej ust pewnie i zdobywczo. 
Trafiwszy na usta otworzył jej wargi językiem smakując ją niczym smakosz. Rozpalił w niej ogień, który ponownie ogarnął jej ciało. Użyła mocy telepatycznej dotykając jego twarzy dłońmi. Wraz z pocałunkiem ujawniła mu wszystkie uczucia, które odczuwała. Wlewały się w niego napędzając tylko jego błądzące po jej ciele ręce. Nie był jej dłużny. Niemal natychmiast do jej umysłu wlały się pożądanie, troska, przywiązanie, które czul Solas. Nie mogła mu się oprzeć, nie po tym co czuła teraz że zdwojoną siłą. On też to wiedział. 
Po chwili odsunął się od jęk ust przykładając czoło do jej własnego. 
- Do zobaczenia, Vhenan 
Portal, który za nią towarzyszył byl niemal niewyczuwalny. Naparł na nią ciałem podchodząc do niego. Jednym gestem posłał ją w wir portalu trzymając do ostatniej chwili za dłoń. 
Upadła na łóżko w swojej komnacie, ale jej wzrok wciąż wpatrywał się w znikający portal. Tym razem Solas nie odwrócił się. Patrzył na nią głęboko a jego dłoń wciąż była wyciągnięta ku jej własnej. 
Nim zniknął zupełnie oblizał z łobuzerskim uśmiechem wargi. Zamknęła oczy, uśmiechając się szeroko.
- To było zupełnie nie w twoim stylu.

niedziela, 1 sierpnia 2021

Rozdział I

- Gdzie jesteś...
Magiczne berło, które trzymała w dłoni ciągle oświetlało jej drogę. Mroczny las i migoczące w nim cienie sprawiały wrażenie żywych istot. Niczego nie mogła być pewna. Nie tutaj.
Zużyła wiele zasobów magii by dostać się do Pustki niepostrzeżenie. Od paru już godzin przedzierała się przez nie znaną jej dotąd krainę leśnej puszczy. Rozglądała się ostrożnie wokół nadstawiając uszu. Nie pamiętała jak wiele razy była już zaatakowana przez mroczne stworzenia. Trupy , które za sobą pozostawiała trudno było zliczyć. Samodzielna walka była jednak bardzo wykańczająca. Słabła. A każdy kolejny krok wcale nie zbliżał jej do celu.  
Za każdym razem trafiała w inne miejsce. Czuć było, że komuś bardzo zależy na zdezorientowaniu przybyszów. Jego ukochana pustka nie mogła być zbezczeszczona przez plugawych ludzi i ich brak wiedzy o niej. Wiedziała, że osłona, która nałożył należała do niego. Tylko Solas był w stanie uwolnić tak ogromnie potężną dawkę magii. Szczególnie w jego obecnym stanie.
- Amanes látha, Solas – wyszeptała cicho. (Gdzie jesteś)
Odkąd widziała się z nim ostatni raz wiele się zmieniło. Morrigan uratowała jej rękę magią leczniczą, którą pozyskała po zanurzeniu się w wodzie starożytnych elfów. W obecnej sytuacji była wdzięczna, że to właśnie ona doznała tego zaszczytu. Myśl o obecnej potędze, którą dysponował Solas była wystarczająco przygnębiająca. Jednak wciąż widziała szanse, której nikt inny nie chciał zobaczyć. 
Solas nie jest potworem. Nie ważne czy jest pradawnym Elfim buntownikiem, Straszliwym Wilkiem to wszystko nic nie znaczące tytuły. Był kimś więcej. Znacznie więcej. 
Zatrzymała się. Rozmyślając nad tym wszystkim nie zauważyła jak pojedyncza łza spłynęła powoli po jej policzku. Dotknęła jej opuszkiem palców. Ból nie ważne jak bardzo tłumiony zawsze znajdywał ujście. Ten, z którym musiała sobie radzić rozdzierał jej serce i jednocześnie motywował do dalszych poszukiwań. 
Po chwili poczuła jak ogromna siła uderza w nią zza pleców. Odepchnęło ją na kilkanaście metrów powalając po drodze suche gałęzie drzew. Kaszlnęła krwią dławiąc się powietrzem. Czuła jakby coś rozrywało jej płuca. 
- Przeklęty drań – warknęła, bluzgając na siebie w myślach za nieuwagę. 
Krzyknęła zaklęcie uderzając berłem o ziemię. Ogromna łuna jasnego światła rozświetliła sporą część lasu. Wraz z rozbłyskiem ukazały jej się chmara pajęczych oczu. Podniosła się, stając pewnie na nogach. 
- Chodźcie tutaj, nie mam czasu się z Wami bawić – krzyknęła posyłając lodowe pociski w ich stronę.
Uderzała raz za razem, ale pojawiające się nieustająco stwory zaczynały ją otaczać. Magia powoli ją opuszczała a każde następne zaklęcie było coraz to słabsze. Obraz przed jej oczami migotał. Oddychała ciężko starając się nie stracić koncentracji. Tylko ona utrzymywała resztki jej obrony.  
- Skąd Was tyle w tym jednym miejscu! 
Światło, które wyczarowała zaczynało gasnąć coraz to bardziej. Widząc to wiedziała, co to znaczy. Energia magiczna zaraz się skończy, a wraz z nią jej szansa na ucieczkę z Pustki. Odskoczyła w bok unikając trującego kwasu. Pająki atakowały ją nieprzerwanie a jad, którym starały się ją trafić powoli dosięgał celu. Czuła jak ziemia pokryta toksyną wypala jej stopy. Zagryzła zśby starając się nie krzyczeć z bólu. Odpierała ataki już niemal samym magicznym berłem otoczonym reszta magicznej mocy. 
Zaczynała ogarniać ją panika. 
To nie mogło się skończyć w taki sposób. Tyle razy próbowała go znaleźć, ale wszystkie próby były na próżno. Tym razem mogło okazać się, że Wielka Inkwizytorka umrze sama bez otaczającej ją armii.  Zabita przez demony z Pustki, którą niegdyś zamykała przed światem. Oparła się o berło podtrzymując na nogach. Nie miała już siły. Szelest poruszający się nóg pająków dochodził już zewsząd.  Musiała trafić na ich gniazdo. Krew kapała strumieniem na ziemię a ciężkie odrętwienie przelewało się w jej ciele. Resztki magii oświetliły jednego z nich nim zupełnie zgasła. 
Po chwili jeden z potworów rzucił się na nią z głośnym jazgotem wynurzając kły. Wypuściła powoli powietrze zamykając oczy. Światło zniknęło. 
- Żegnaj – powiedziała cicho. 
Huk i dziwna aura magiczna ponownie rozświetliła las I potwory. Była jednak o wiele potężniejsza niż ta, która sama utworzyła. Ogromna fala światła rozbłysła niczym słońce. Szpiczaste uszy dziewczyny poruszyły się wychwytując dźwięk pojawiającego się portalu. Chwilę później czuła jak coś chwyta ją za ramiona i wciąga do tyłu. Nie upadła jednak na ziemię a po chwili krótkiej nieważkości poczuła coś miękkiego. 
Leżała na łożu pełnym miękkiej satyny a wokół widniały kolumny i piękne winorośla. Wodospady otaczały bogato ozdobna salę, na ścianach której widziała znajome malowidła. Mimowolną ulga i ekscytacja przyspieszyły bicie jej serca. 
- Jednak postanowiłeś się pojawić.
- Witaj, vhenan – niski głos przeszył jej ciało na wskroś. 
Spojrzała w bok na stoicko stojącego maga z nieodgadnionym wyrazem twarzy. W rękach trzymał jej berło, które po chwili otworzył obok łóżka. Usiadł na skraju odsuwając strzępy jej zbroi. Zmarszczył brwi.
- Wiedziałem, że szukasz mnie w Pustce. Sądziłem jednak, że zrezygnujesz i zaprzestaniesz poszukiwań. Vhenan... każdy kto wejdzie do Pustki trafi w jej najgorsze części pozbawione duchów. Mogłaś umrzeć. 
- Umieram każdego dnia – powiedziała ciężko – Zdjąłeś ze mnie jarzmo niewolnictwa. Istnieją jednak rzeczy, których nawet Ty nie jesteś w stanie wytłumaczyć. 
Widziała jak wyraźnie posmutniał, jednak szybko opanował to uczucie. Solas ściągał z niej resztki zbroi, której części były pokryte jadem pająków. Jego dłonie nie zareagowały w żaden sposób na jad. Nie odezwała się ani słowem, gdy zostawił wyłącznie delikatna skąpą suknie. Łatwo można było dostrzec wszystkie zaokrąglenia, które skrywała. On jednak skupił się na leczeniu jej ran szepcząc zaklęcia. Nie zmieniało to jednak faktu, że by to zrobić musiał ją dotknąć. Tkwili w ciszy nie chcąc w żaden sposób zakłócać tej chwili. Dotknął jej stopy podnosząc powoli jej nogę na wysokość swojej twarzy. Ku jej zaskoczeniu pocałował jej ranną część a ból, który jej towarzyszył znikł niemal zupełnie.  To samo uczynił z drugą. Nie mogła powstrzymać lekko zaczerwienionych policzków.
- Solas... – wyszeptała, wiedząc, że długo nie wytrzyma jego dotyku. 
Jasne włosy dziewczyny rozłożyły się niczym promienie na pościeli a blade lico, nie skryło rumieńców, które nie uszły jego uwadze. Widział to, ale mimo tego nie chciał się zatrzymać. 
Noc, którą rozświetlał księżyc kładła półmrok na twarzach dwojga elfów. Jasna woda wodospadów dalej wytaczała równy i powtarzalny dźwięk uderzeń wody. Ruiny, w których obecnie przebywał Solas musiał należeć do jego dawnego pałacu. Wszystko choć w ruinie miało swój niezwykły urok. 
Podniosła się na tyle by móc zbliżyć się do jego twarzy. Chwyciła w dłonie jego wąską twarz zbliżając ją do swojej. Nie tylko ona miała problem z oddechem. Jego własny też zdradzał, że długo na to czekał. Złożyła na jego ustach czuły i namiętny pocałunek, który miał wylać z niej całą tęsknotę. Nie był jej dłużny. W końcu to on zainicjował ich pierwszy pocałunek. W sposób zupełnie inny niż kiedyś odważnie penetrował językiem jej własny. Jednocześnie głaszcząc jej włosy na głowie leczył je pozostałe rany. Podzielność jego uwagi i troska, z którą ją traktował na nowo rozbudziła w niej dawno utracona radość. 
- Zaczekaj – powiedziała cicho odsuwając się od jego ust – Dziękuję, ale to będzie miało słodko gorzki posmak, prawda? 
Elf sięgnął ręką po zgubiony kosmyk na jej twarzy, po czym odsunął go z czułością za jej szpiczaste ucho. 
- Nic co nas spotyka nie jest jednowymiarowe – odpowiedział – Prawdą jest, że jesteśmy tutaj tylko we dwoję a nasze armie są daleko stąd. Pozwól mi...Vehnan...
- Tak bardzo za Tobą tęskniłam...
Mimo fali szczęścia jaka zalała jej ciało nie mogła powstrzymać gromadzonego przez ten cały czas smutku. Łzy napłynęły jej do oczu spływając szybko po policzku. Patrzył nania tak głęboko, że niemal czuła jak przeszywa jej duszę. Zbliżył się po czym zbliżał z jej policzka samotną krople. Zamknął oczy marszcząc brwi. Wiedziała, że szukał w niej wszystkich tłumiących się w niej uczuć. 
- Wybacz Vhenan. To co się stanie nie zmieni przyszłości ludzi. Mogę dać Ci tylko cierpienie. Cierpienie, o które nie prosiłaś, ale ci je dałem. 
- To nie była tylko Twoja decyzja. Nie obchodzi mnie nic poza tym, że udało mi się do Ciebie ponownie zbliżyć. Pragnę być blisko, pragnę móc Cie widzieć...dotykać. 
Mówiąc to wsunęła rękę pod jego koszule błądząc ręką po umięśnionym torsie. Wbijała w jego skórę paznokcie chcąc móc jak bardziej poczuć jego obecność. Solas nie był jej dłużny. To nie słów szukali tego wieczora. Ponownie pocałował ją tym razem z większym entuzjazmem, chwytając w dłoń jedna z jej piersi. Jęknęła cicho czując jak pieści każdy element jej biustu. Zdjęła mu koszule wyrzucając ją niedbale w kat. Nawet nie zauważyła kiedy jej własną chalka zniknęła, ale wiedziała, że równie dobrze mógł użyć magii. Położyła go na łożu, po czym pochyliła się do jego ciała całując delikatnie usta  Nie miał być to jednak pocałunek wyłącznie dla jego warg. Schodziła coraz to niżej, przez obojczyki do torsu by skierować się do podbrzusza. Tym razem sama pozbyła się jego spodni w ten sam sposób, w którym on zdjął z niej chalke.  Ujęła go w dłoni i zaczęła pieści  go językiem i ustami. Solas wzdychał z rozkoszy  szepcząc jej imię. Po chwili odsunął ją napierając na nią tak by oparła się plecami o ramę łoża. Rozchylił jej nogi, powoli metodycznie. Uśmiechnął  się zawadiacko na widok jej speszonej twarzy. Miała wrażenie, że tylko bardziej go to rozbudziło. Sunął dłonią od jej stopy, po kolano by w końcu skierować się do wewnętrznej strony ud. Nachylił się liżąc i drażniąc jej skórę blisko łona. Jego druga ręką zajęta była jej piersiami, które umiejętnie masowała i bawiła się sutkami. Gdy tylko poczuła jego język nie była w stanie się powstrzymać przed głośnym westchnięciem. Robił to jakby chciał żeby jej ciało nigdy nie zapomniało jego  dotyku. Słał pocałunki od jej łona w górę do piersi. Zatrzymał się na sutkach przygryzając je pieszczotliwie. Nie była już pewna, czy nie zatraca się w jego dotyku i pieszczotach. Pragnęła go w sobie. Jednak Solas nie zamierzał tak szybko zakończyć. Bawił się palcami w jej łonie i mogłaby przysiąc, że używał teraz magii by jeszcze bardziej ja pobudzić. 
- Proszę – wyszeptała między narwistymi oddechami. 
Nie ruszając się z miejsca podniósł się na kolanach. Chwycił za jej nogi i rozchylając je przysunął do siebie. Wraz z tym ruchem powoli opuściła się w dół będą coraz bliżej jego członka. Zanim w nią wszedł usłyszała jak niemal melodyjnie powtarza jej imię. Wygięła się w pół czując jak w nią napiera. Poczuł opór co zdziwiło go, ale dziewczyna sama zainicjowała głębszy ruch. Skrzywiła się tylko na chwilę by po chwili dać się pochłonąć przyjemności. Solas nachylił się do niej nie ustając w ruchach. Każdy następny był coraz to bardziej intensywniejszy. Oboje pochłonięci napięciem oddychali ciężko oddając się sobie nawzajem. Nie wiedziała, ile czasu minęło, ale czuła, że dłużej już nie wytrzyma. Jego członek też zdawał się być coraz to twardszy i gorący. W ostatnim akcie doszli wydając z siebie ostatni jęk ulgi. Owinęła wokół niego nogi nie pozwalając mu jeszcze odejść. 
- Bądź że mną, jeszcze chwilę...
- Zawsze. 


Użyte obrazy nie są moją właśnością/ I don't own those pictures, all copyrights and credit go to the...

I do not own the rights to these pictures
(Żadne ze zdjęć nie należą do mnie)

The author of those beautiful photos is Nipuni from Pinterest. Her works inspired me.


Link: https://nipuni.tumblr.com/post/162252676090/kisses-kisses

Rozdział III

- Inkwizytorko, oto dokumenty przysłane z Zaziemia. Tamtejsze wioski opanowane przez bandytów zostały odbite. Wśród poległych znalazł się el...