sobota, 21 sierpnia 2021

Rozdział III

- Inkwizytorko, oto dokumenty przysłane z Zaziemia. Tamtejsze wioski opanowane przez bandytów zostały odbite. Wśród poległych znalazł się elfi wojownik, a w jego torbie znaleziono dokument potwierdzający nasze przypuszczenia. 
- Leliano, udało Ci się go wytropić? Skoro znajdował się tam jego wojownik to znaczy, że ostatnie doniesienia były prawdziwe – powiedziała z entuzjazmem Josephine – Twoi agenci się spisali. Władcy przestaną ciągle nas potępiać za brak efektów naszej pracy.
W sali narad jak zawsze wrzało od głośnych rozmów i dysput, które niczym echo dudniły jej w głowie. Trudno było skupić się na każdej informacji, ale pewne było to, że poszlaki prowadziły do Solasa. 
- Przygotuje więcej wojska – powiedział zdecydowanie Cullen – Po ostatnich potyczkach na granicy mamy osłabione siły, ale chłopi chcą przyłączyć się do sprawy. Zrobiłaś ogromne wrażenie Inkwizytorko. Wiele pokoleń ludzi nie zapomniało tego co zrobiłaś. 
Zerknęła na jego dumną twarz, w której podekscytowanie i radość z najnowszych informacji dodawało mu motywacji. Liliana jako jedyna przyglądała się uważnie i jak zawsze doszukiwała się wszystkich nieprawidłowości. Josephine przeglądała dokumenty podpisując je swoim pięknym kaligraficznym pismem. Trudno było nadążyć co się na nich znajdywało. Inkwizytorka nabrała głęboko powietrza, mając powoli dość wielogodzinnej narady.
- To wspaniale wieści - powiedziała wstając z tronu – Od kilku tygodni władca Thedas czekał na informację i postępy. Skoro nie rozwiązaliśmy Inkwizycji nasza praca wciąż ma sens. Opieka Boskiej Kasandry jest nam w tej sytuacji bardzo na rękę. Słyszałam, że wstrzymuje zapędy władców do rozpoczęcia nowej wojny, tylko tym razem z nami. 
Josephine przytaknęła niemo. 
- Nie możemy bagatelizować zagrożenia jakim jest Solas. Przykro mi Pani, ale mimo jego wkładu w pokonanie Koryfeusza był on zapalnikiem do całej tej wojny. Dowiedzieliśmy się o mocy, którą mu przekazał. Wieści dotarły już do informatorów władców – powiedziała Liliana, nie tracąc obojętnego wyrazu głosu. 
- Tak, wiem.
Wszyscy zebrani nadstawili uszu czekając na jej dalsze rozkazy. Wiedzieli bowiem o jej relacji z Solasem i wątpili w jej pełne oddanie sprawie. Poza przyjaźnią byli żołnierzami i to ten obowiązek spełniali jako pierwszy. Liczyła się tylko wygrana i to najbardziej rozdzierało jej serce. Spojrzała na mapy chcąc uniknąć oceniających są spojrzeń. Przemyślenia przerwał jej jednak krasnoludzki kompan.
- Inkwizytorko – podjął nieśmiało Varric siedzący z tyłu - Muszę niestety powiadomić Cie o tym co krąży z ust do ust po mieście. Zdaję się, że większości nie podoba się, że Delijka ma przewodzić armii przeciwko innym elfom. Jest to jakby powiedzieć...spory problem do zażegnania. 
 Napięcie, które można było wyczuć w powietrzu było niemal duszące. Wiedziała o pogłoskach, które miały na celu obalić ją ze stanowiska. Nawet po wygranej wojnie wciąż pozostawała elfką. 
- Dziękuję Varric – odparła – Słyszałam te plotki. 
- To oburzające! – parsknęła Josephine- Poświęciłaś tak wiele dla sprawy wielu ras a wciąż ograniczają myślenie do tego kto ma jakie uszy. Wybacz Pani, ale to po prostu nie sprawiedliwe. 
Szczera reakcja dyplomatki wlała trochą radości do serca dziewczyny. Wiedziała, że mogła na nich liczyć. Mimo to była w bardzo złym położeniu. Jeśli morale upadną, upadnie inkwizycja. 
- Powiem Wam jakie będą dalsze rozkazy – powiedziała stanowczo – Cullen zwerbuj jak najwięcej ludzi i wytrenuj ich do walki z magami, bo to będzie główna siłą Solasa. Musimy postawić na obronę i wytrzymałość. 
Cullen ukłonił się lekko przyjąwszy rozkaz. 
- Nie możemy pozwolić sobie na słabe bronie i zbroje. Siłą, która dysponuje Solas jest ogromna. Zarówno wojsko jak i wyposażenie mają na mistrzowskim poziomie. Varric poślij po najlepszych zbrojmistrzów i najlepsze materiały do wykuwania. Osłony, które pozyskamy z kryształów bardzo nam pomogą.
- Aye, możesz na mnie liczyć – uśmiechnął się, pochylając głowę. 
- Liliano, Josephine liczę na Wasza dalszą pracę. Musimy umocnić nasz status zbrojnej organizacji pod wodzą całego Thedas. Musimy jednak uważać by nie doprowadzić do zamieszek i niepokoju. Mamy poszlakę, wie posunęliśmy się znacząco naprzód w kwestii informacji na jego temat. Wiem, że to dopiero początek, ale potrafimy lepiej odnajdywać poszlaki. Musimy być cierpliwi i nie ustępować. 
- Pani, co zamierzasz względem plotek – zapytała Liliana – Wojsko może sprawić problemy jeśli nie wymyślimy jak temu zaradzić.
Inkwizytorka przytaknęła zerkając na twarze towarzyszy. 
- Pójdę na linie frontu – powiedziała twardo i pewnie – To jedyna szansa na pokazanie, że moja rasa nie ma nic wspólnego z tą wojną. Jestem inkwizytorką i zamierzam walczyć. To jedyne wyjście. Jeśli umrę Inkwizycja i jej przekonania przetrwają. 
Nikt nie odważył się zaprzeczyć ani nie podał innego pomysłu. Liliana przytaknęła zgadzając się na tą strategie. Po chwili do rozmowy włączyła się Merrigan stojąca z boku. 
- Jeśli mogę spytać – zaczęła – Czułam w ostatnim czasie potężne dawki energii wydobywające się z Twojej komnaty Pani. Portale, przez które przechodziłaś prowadziły do Pustki? 
Niemal natychmiast poczuła na sobie baczne spojrzenia wszystkich zgromadzonych. Przeklęta Morrigan zawsze wpychała nos w nie swoje sprawy. 
- Tak, to jakiś problem? – zapytała ironicznie – Myślałam że nie potrzebuje nadzoru głównej zaklinaczki Inkwizycji. Próbuje go znaleźć również na własną rękę, byłam w Pustce częściej niż większość z Was i reaguje na nią lepiej. Potrafię w niej przebywać kilka dni nie tracąc energii. Choć nie posiadam kotwicy, część jej magii na stałe we mnie wrosła.  Mam się z czegoś jeszcze tłumaczyć? 
Nie kryła jadu w ostatnich słowach. Po tym wszystkim wzbudzanie podejrzeń wyprawami do Pustki było jak cios w plecy. 
- Nie – odparła lekko Morrgian – Wiem już wszystko. 
Inkwizytorka wbiła gwałtownie nóż w stół.
- W takim razie do działań. O wszelkich sukcesach Was powiadomię jak najszybciej. Proszę Was o to samo. Koniec narady.
Wszyscy opuścili salę rozmawiając o dalszych planach i rozkazach. Jedyną osobą, u której słychać było optymizm i chęć napitki był oczywiście Varric. Choć był specyficzny musiała przyznać, że tego właśnie teraz potrzebowała. Szło się udusić od powagi i napięcia wśród reszty uczestników. 
Gdy tylko drzwi się zamknęły a echo od trzasku powoli zanikało wśród ścian, odetchnęła głęboko. 
- Kolejna wojna – westchnęła ciężko – Po co to wszystko, skończę jako Delijka, której i tak nie można zaufać. Nie ważne co zrobię i poświęcę ludzie i tak pozostaną ludźmi.
Mówiąc to zamyśliła się na moment. Mimo wszystko wcale tak nie myślała. Od wielu lat walczy w niej nadzieja na zmianę wśród niedowiarków. Musi tylko bardziej się postarać. Łapała się na tym, że jej opinia na temat ludzi zaczyna za bardzo przypominać słowa Solasa. Jednak ona nie potrafiła ich skreślić. Chciała walczyć o swoje przekonania. 
Musi jechać na front. 
Ta myśl sprawiła, że poczuła nieprzyjemny dreszcz. Na froncie zwykle się ginie, a jak przeżyjesz to naginasz szczęście jeszcze bardziej. Nie miała wyboru. Siedząc w Twierdzy tylko upewniała swoich wrogów o jej bierności względem wojny. Muszą zobaczyć ją na polu bitwy. 
Skierowała się do swojej komnaty. Cieszyła się, że była najbardziej odległym pomieszczeniem od reszty zamku. Zmarkotniała przypomniawszy sobie komentarz Merrigan. 
- Jak zwykle trzeba na nią uważać – warknęła. 
Mijając swoje biuro zauważyła, że leży na nim koperta. Znaki jasno mówiły o Qunarijskich literach. Po wydarzeniach z Żelaznym bykiem i atakami wojska Qunari na królestwo byliśmy stanie wojny. Ataki z ich strony nie ustały. Otworzyła kopertę i przeczytała chaotyczny list. 
- Cholera, jeszcze tego brakowało.
Zerwała się i pobiegła w stronę dziedzińca. Zaciśnięty w dłoni list miotał się w szybkim biegu. Skręciła do komnaty, w której pracowała Josephine. Jej skupienie nawet w tej sytuacji nie zachwiało jej pióra. 
- Josephine Qunari atakują nasze wojska w górach smoczych! Dlaczego nie poruszyłaś tego tematu na naradzie – Trzeba tam iść, stracimy wielu żołnierzy przez ich wojowników. 
Ciemnoskóra szatynka spojrzała na nią w lekkim szoku. 
- Pani, o czym Ty mówisz? – wyjąkała- Nic o tym nie wiem, Liliana również nic nie wspominała. 
- Jak to, przecież ten dokument leżał w mojej komnacie. Tylko Wy macie do niej wstęp. 
Josephine wyciągnęła rękę po list, po czym zatopiła w nim spojrzenie lustrując każda literkę. 
- To bardzo podejrzane. Nie wiemy, kto mógł przysłać Ci ten list, ale tak dokładne dane wiemy tylko my. Nikt spoza zamku nie mógłby wiedzieć , gdzie konkretnie stacjonuje ten oddział. To może być pułapka.
Inkwizytorka nie mogła ukryć zdenerwowania. Jeśli list był prawdziwy mogli mieć poważne kłopoty. Wschodnia granica jest ich głównym transportem surowców. Nie mogli stracić do niej dojścia. 
- Wezwijcie Cullena – rozkazała strażnikom, po czym zwróciła się do towarzyszki – Muszę tam pójść i to sprawdzić. Wezmę paru ludzi ze sobą, a wy zostaniecie tutaj i przypilnujecie reszty spraw. 
- Pani uważaj proszę, Qunari to potężny wróg.
- Dziękuję Josephine – odpowiedziała jej miłym uśmiechem – Zapisz to proszę w raporcie i powiadom wszystkich dowódców. Okazuje się, że Solas to nasze nie jedyne zmartwienie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rozdział III

- Inkwizytorko, oto dokumenty przysłane z Zaziemia. Tamtejsze wioski opanowane przez bandytów zostały odbite. Wśród poległych znalazł się el...